poniedziałek, 25 listopada 2013

Jestem beznadziejna...

Byłam dziś u ginekologa. Okres spóźniał mi się 9 dni. Postanowiłam sprawdzić co się dzieje. Test wyszedł negatywny, ale czasem tak bywa. Pani doktor stwierdziła, że mam powiększoną i twardą macicę i że na razie nie może nic jednoznacznie stwierdzić. Wysłała mnie do gabinetu obok na pobranie krwi w celu zbadania poziomu hormonu HCG. Wyniki będą jutro do odbioru. Starałam się na nic nie nastawiać. Jednakże gdzieś w głowie uroiła się myśl, że może wreszcie się udało. Pojechałam do mamy, zjadłam obiad. I to byłby cudowny dzień, gdyby nie fakt, że po obiedzie poszłam się załatwić i co zobaczyłam? Krew... Plamę krwi. Tak... Dostałam okres. I mimo to, że na nic się nie nastawiałam to poczułam żal i rozczarowanie. Jutro odbiorę wyniki i zapewne okaże się, że HCG jest znikome. Jestem załamana. Tak bardzo się starałam, codziennie się modliłam. I znów się nie udało. Jestem beznadziejna. Cokolwiek za co się wezmę kończy się fiaskiem. Jestem zupełną ofermą... Nie wiem już jak mam żyć... Powinnam cieszyć się przedświątecznym nastrojem, a tymczasem mam ochotę zakopać się pod ziemią... I wyjść dopiero w Nowym Roku... Bez sensu...

3 komentarze:

  1. Nie załamuj się i nie dawaj się pesymistycznym myślom !
    Jeszcze zaświeci dla Ciebie słonko :)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, już się nie załamuję. Jakoś to będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaglądam do Ciebie, ale nie odzywasz się...pozdrawiam wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń